wtorek, 20 czerwca 2017

Obligacje korporacyjne...

Gdy zaczynałem przygodę z oszczędzaniem, przechodziłem kolejne stopnie "ekscytacji". Na początku konta oszczędnościowe (czasem lokaty), następnie fundusze inwestycyjne, giełda (akcje) i udzielanie pożyczek społecznościowych. Udzielanie pożyczek było jednym z ciekawszych form inwestowania, przy idealnym modelu tzn. takim, gdzie pożyczkobiorca spłaca regularnie pożyczki, można było sobie łatwo zrealizować plan stałego comiesięcznego dochodu. Jednakże, jak to w życiu bywa, okazało się po jakimś czasie, że sporo pożyczek jest niespłacanych. Dodatkowo trzeba było płacić podatki i do końca nie była wyjaśniona sprawa, czy zakładać działalność gospodarczą - ciekawe jak jest teraz? Szybko się okazało, że cały plan zakończył się "katastrofą" (przynajmniej dla mnie). Teraz po pewnym czasie chciałbym odbudować sobie podobny plan - comiesięcznego dodatkowego dochodu. Szukając odpowiednich instrumentów w tym celu, natknąłem się na obligacje korporacyjne. Pamiętam dawniej wszędzie głoszono, że lepiej od obligacji kprporacyjnych trzymać się z daleka. Do tego mechanizm kupowania, inwestowania wydawał mi się dosyć skomplikowany, czytając różne opracowania. Jednak nie ma jak to samemu spróbować i uczyć się na własnych błędach. Po około pół roku doszedłem już prawie do momentu, gdzie w każdym miesiącu mam jakiś niewielki dochód dodatkowy z odsetek. Zobaczymy czy po roku nie okaże się to kolejną katastrofą. W tym momencie wydaje mi się, że obligacje korporacyjne są najciekawszą metodą inwestowania, ze względu na swoją przewidywalność w odróżnieniu od akcji.

czwartek, 25 maja 2017

Procent składany

Patrząc z perspektywy czasu, 10 lat temu marzyło się o dużych kwotach i rozmyślało jak dzięki nawet niewielkiemu oprocentowaniu portfel sam sobie rośnie jak na drożdzach. Robiło się symulację jak to od pewnych małych kwot dokładanych comisięcznie do swoich inwestycji, w końcu ich wartość będzie na tyle wysoka, że kwoty dokładane stracą na znaczeniu, natomiast procent od wartości będzie bardziej znaczący. Wtedy (ok. 10 lat temu) można było uzyskiwać zwroty z inwestycji nawet ok. 10% a lokaty były oprocentowane na 6-8%. Teraz można pomarzyć o takich "okazjach". Oprocentowanie rachunków i lokat spadło do wartości poniżej 2%. Obecnie żeby uzyskać oprocentowanie powyżej 1,5% trzeba się nalatać po różnych "okazjach", które i tak zazwyczaj dotyczą nowych klientów i kwot do 10-20 tys. Podziwiam osoby, które obserwują cały czas rynek lokat i w kółko zamykają i otwierają konta bankowe, żeby uzyskać oprocentowanie powyżej 1,5% na 1 miesiąc lub dwa. Dochodząc do pointy rzekłbym, że czas się zatrzymał - pomimo znacznie większych kwot jakimi się obecnie zarządza, to jednak cały czas podstawą pozostają kwoty regularnie dokładane comiesięcznie. Czyli niestety droga do bycia "rentierem" cały czas daleka...

niedziela, 21 maja 2017

Powrót - 10 lat minęło

No właśnie przypadkiem znalazłem swojego bloga, którego kiedyś sobie prowadziłem. Kiedyś znaczy się około 10lat temu. Nawet przyjemnie się czyta moje starsze wpisy. Po wielu zawirowaniach rodzinnych, zdrowotnych itp. postanowiłem może z powrotem trochę powrócić do tematu inwestowania. A więc do dzieła...

piątek, 8 kwietnia 2011

Fukushima

Koniec dawnego świata i nowa era przypominająca grę fallout nadeszła. Chcesz zarobić na tragedii? Prawdopodobnie najlepszym biznesem w niedługim czasie będą spółki z sektora farmakologii. Wysokie skażenie spowoduję prawdopodobnie wzrost zachorowań na raka oraz innych odmian choroby popromiennej.
Chcesz ratować siebie? Czytaj wiadomości na blogu http://piotrbein.wordpress.com/
W obecnej sytuacji powoli przestaje chodzić o inwestowanie na szczęśliwą emeryturę ale wogóle o dożycie do niej. Pozdrawiam poszukiwaczy ukrytej prawdy...

sobota, 19 marca 2011

Oszczędzaj dla zdrowia!

Ostatnio jest dobry okres żeby zaoszczędzić trochę w sprawach finansowych i zadbać o własne zdrowie. Jak to zrobić? Bardzo prosto - wystarczy przestać spożywać cukier, który nazywany jest nawet 'białą śmiercią'. Także za jednym zamachem zyskamy podwójnie i jeszcze podziękujemy Panom, którzy grzebią przy ustalaniu ceny za ten surowiec - niech sami się nim rozkoszują. Oczywiście nie polecam w zamian żadnych słodzików itp. substytutów, bo to jeszcze gorsze dla zdrowia.
Pozdrawiam :-).

sobota, 11 grudnia 2010

Wypadek

Zawsze olewałem wszystkie ubezpieczenia i jednocześnie odkładając trochę pieniędzy. Jednak nie tworzyłem sobie jakiegoś specjalnego budżetu ubezpieczeniowego. Niestety w tym tygodniu miałem wypadek samochodowy - z mojej winy, który teraz w jednej chwili pochłonie większość moich oszczędności. No nic taka mała nauczka na przyszłość od następnego roku wykupiłem już ubezpieczenie na życie. Samochód pewnie kupie jakiś najtańszy 12-letni i AC nie będę brał, chociaż teraz widzę jakby mi się przydało. I tak dobrze, że mam oszczędności. W przeciwnym razie w tej chwili byłbym skazany na różne kredyty. Do tego od razu widzę, że część dodatkowych prac, których zawsze miałem pełno gdzieś przechodzi mi przed nosem. Także też zarobki na koniec mniejsze. Rok miał się ładnie skończyć ale niestety skończy się dużo pod kreską jaką sobie ustanowiłem a w następnym będę musiał ostro wziąć się do pracy żeby chociaż uzyskać poziom z początku tego roku pewnie.

sobota, 25 września 2010

Złoto, złoto, złoto...

Z racji ciągłej straty wartości (dodrukowywanego) pieniądza papierkowego postanowiłem zainwestować trochę kapitału w złoto. Moją pierwszą inwestycją było zakupienie 10rublówki - obecnie jestem już około 200 na plusie. Ale w sumie nie to jest ważne, inwestycja w złoto to naprawdę coś innego. Nie są to cyfry zapisane gdzieś w systemie informatycznym, tylko dostaje się prawdziwe realne monety do tego pięknie wybite. Jakoś zauważyłem, że głównie w cenie jest złoto 999 oraz właśnie rosyjskie ruble o czystości 900. Można spotkać inne monety o tej samej czystości i do tego niezniszczone jak ruble ale są one o wiele tańsze i chyba na nich się skupie.
Niestety inwestycje w złoto ma jedną wadę jest dosyć drogie nie warto kupować monet 1gram i innych poniżej 8gram (ok. 1000zł) bo sporo się przepłaca w stosunku do ceny złota. Trochę może też zaskoczyć wielkość monety - za 1000zł mam monetę wielkości 5gr. :-).
Najlepszym środkiem pewnie byłaby inwestycja w srebro, cena czystego srebro całkiem przystępna, tylko niestety jakoś na aukcjach jak widać złoto jest rozchwytywane natomiast aukcje srebra jakoś małym zainteresowaniem się cieszą.

niedziela, 5 września 2010

Jazda na gazie

Od dawna wiedziałem, że jednym z moich głównych wydatków miesięcznych jest zakup paliwa, który mi zabiera około 1/4 pensji. Cóż najprościej byłoby pewnie zrezygnować z samochodu jak nie całkowicie to częściowo - podobno dobrze wpływa na zdrowie :-) ale jako że jestem jednych z tych, którzy już nie mogą żyć bez samochodu i nawet jeden dzień, gdy samochód stoi na warsztacie jest dniem straconym, postanowiłem szukać oszczędności w inny sposób. Postanowiłem założyć instalację gazową, chociaż wcześniej byłem bardzo sceptycznie nastawiony. Do tego większość znajomych przekonywała, żeby lepiej kwotę przeznaczoną na instalację (oraz pieniądze ze sprzedaży samochodu) przeznaczyć na oszczędny samochód z silnikiem diesla. Jednak jako, że na razie z samochodem nie mam żadnych kłopotów to żal mi go sprzedawać. Porobiłem sobie jakieś badania kompresji żeby się upewnić ze z silnikiem jest wszystko w porządku i założyłem instalację gazową. Narazie jestem zadowolony ale muszę przyznać, że spodziewałem się dużo większych oszczędności i szybkiego zwrotu inwestycji. Oczywiście gaz jest o połowę tańszy i spalanie wychodzi podobnie jak spalanie benzyny. Dokonując obliczeń powinno wyjść, że wydatki są o połowę mniejsze. Na różnych stronach są też kalkulatory liczące oszczędności i szybkość zwrotu inwestycji. Jednak jak to w rzeczywistości bywa nie zawsze jest tak kolorowo. Jako, że głównie używam samochodu do jazdy po mieście i na niezbyt długich odcinkach to niestety trzeba doliczyć, że każdy rozruch jest dokonywany na benzynie. Do tego im zimniej się robi tym później samochód przełącza się na gaz. W zimę pewnie trzeba się będzie liczyć z tym ze spalanie gazu i benzyny będzie w proporcjach 50%/50%.
Mimo wszystko myślę, że się opłacało i miesięczne wydatki spadły nieco. Teraz tylko auto musi wytrzymać przynajmniej rok czasu, żeby mówić o rzeczywistym zysku :).

sobota, 14 sierpnia 2010

Pieniądze jako dług II

Zachęcam do obejrzenia drugiej części filmiku: "Money as Debt" dostępnego na YT z polskimi napisami: Money as Debt II. Oczywiście kto nie oglądał pierwszej części to tym bardziej zachęcam do obejrzenia obydwu części.

sobota, 31 lipca 2010

Bezpieczna waluta

Ostatnio szukam sobie bezpiecznej waluty, którą bym mógł zakupić i przetrzymywać sobie 'w skarpetce' zamiast w banku, taka rezerwa na ewentualny totalny kryzys. Powiedzmy, że wynikła by jakaś wojna - prawdopodobnie waluta krajów w nie zamieszanych straciła by wartość.
Wszystko by wskazywało, że najlepszy byłby frank, w końcu Szwajcaria to kraj bankierów i zazwyczaj jakimś cudem udaje mu się nie wikłać w różne konflikty. Z drugiej strony patrząc na to, że kurs franka jest 'regulowany' przez bank centralny Szwajcarii oraz ostatnie doniesienia, że być może banki szwajcarskie skupywały euro czyli w sumie też nie wiadomo ile warty jest ten frank.
Inne waluty, w których odbywają się różne transakcje na świecie to: dolar amerykański, euro, jen japoński i funt szterling. Euro i dolara odrzucam na wstępie jako waluty, które głównie wywołują zawirowania.
Oczywiście najlepsze będzie złoto ale cena cały czas zabija, choć już może jest nieco niższa niż szczyt z 2009r.
Najlepiej będzie chyba kupić na początek po trochę franka szwajcarskiego, jena japońskiego i funta szterlinga a potem ewentualnie dokupywać jak cena, którejś waluty spadnie mocno.

wtorek, 8 czerwca 2010

Stan energetyki

Jak wiadomo, powoli spółki (czy grupy) energetyczne są prywatyzowane. Nie tak dawno sprzedawana była PGE, obecnie grupa TAURON a lada moment ENERGA. Inwestor najlepiej by chciał kupić tą część energetyki, która zajmuje się sprzedażą energii, bo jak wiemy grupy energetyczne są podzielone na część dystrybucyjną i (że tak powiem) inwestycyjną - czyli zajmującą się budową, modernizacją sieci. Część dystrybucyjna generuje niejako zyski a część 'inwestycyjna' straty. Oczywiście do energetyki jest 'przyklejonych' także pełno różnych firm i pionów, które służą głównie do wyciągania pieniędzy np. tworzona jest jakaś tam kolejna spółka zajmująca się obsługą informatyczną energetyki, która dla energetyki ma specjalne ceny (czytaj parokrotnie wyższe niż gdyby zostało to zlecone zwykłej firmie informatycznej). Do tego trzeba dodać znaczącą siłę związków działających w energetyce. Pomimo całkowitego braku zainteresowania mediów udaje im się wywalczyć umowy zbiorowe o zatrudnieniu na kolejne 10 lat - czyli w sumie pracownicy nie muszą się za bardzo o nic martwić. Co jest dziwne przy głównym problemie energetyki czyli właśnie przeroście zatrudnienia. Ostatnio np. coraz więcej robót energetyka wykonuje we własnym zakresie, żeby wszyscy byli czymś zajęci, a jak to wygląda w rzeczywistości - np. wykonując jakieś przyłącze firma, która wygrała taką robotę w przetargu robi ją jak najszybciej jakąś małą brygadą np. 2-osobową (zazwyczaj w 1 dzień), natomiast energetyka przyjeżdża 3 wozami, żurawiami i kretami z trzema 6-osobowymi brygadami, gdzie większość się przygląda. No ale przynajmniej każdy ma coś do robienia bo tak to większość siedziała 'na bazie' i w sumie nic nie robiła. Nie mówiąc już o ludziach w biurze gdzie niektórzy po prostu przychodzą do pracy 'poczytać gazety'. Wszyscy inwestorzy liczą na spore zyski, bo to w sumie 'strategiczna' gałąź gospodarki - pewnie gdyby pojawił się jakiś 'strategiczny inwestor' to może by zaprowadził porządek ale jeżeli będzie to tylko sprzedaż 'prywatnym nabywcom', którzy nie mają w sumie żadnego głosu to tym bardziej spółka będzie się pogrążać.

niedziela, 16 maja 2010

Biblioteczka inwestora - Matematyk gra na giełdzie

Lubię poczytać książki podchodzące z dużym dystansem do giełdy, czytając recenzję książki: "Matematyk gra na giełdzie", takie jak: "najdowcipniejszy matematyk świata w akcji, przezabawna opowieść Paulosa o tym, jak został zdeptany ścigając się z bykami" itp. spodziewałem się, że jak to napisali będzie dużo śmiechu. Książka ta w znacznym stopniu przypomina opisywaną przeze mnie książkę Burtona G. Malkiel'a: "Błądząc po Wall Street, Dlaczego nie można wygrać z rynkiem" z tym, że książka Malkiel'a jest o wiele bardziej zabawna i też o wiele bardziej merytoryczna (to oczywiście moje zdanie). Największym minusem tej książki wydaje mi się, jest to, że autor odnosi się przez całą książkę w sumie do jednej spółki WorldCom'u, w której wtopił część swoich oszczędności :). Znajdziemy tu oczywiście opisy, że ani techniczne, ani fundamentalne podejście nie jest za dużo warte - chociaż autor trochę jakby się przychylał do fundamentalnego podejścia. Mamy tu też opis internetu - czaty, blogi - jako środku przekazu, który może nam bardzo zamącić w głowie (skąd my to znamy). Jest też parę ciekawych teorii, najbardziej mi się podobało "Prawo Benforda" mówiące, że liczby zaczynające się od 1 występują znacznie częściej od pozostałych. Można stąd wysunąć wniosek, że jeżeli w bilansie spółki występują w większości liczby zaczynające się nie od 1-ki, to prawdopodobnie bilans ten został odpowiednio podrasowany przez księgowych.
Książka John'a Allen'a Paulos'o "Matematyk na giełdzie" została wydana w miękkiej okładce i trochę bym powiedział niechlujnie - parę stron było szczepionych. Książka według mnie warta jest przeczytania choć za dużo humoru w niej nie znalazłem. Pewnie matematycy czytając tą książkę się nieźle ubawią ale ja jakoś trochę jestem zawiedziony ale wiadomo poczucie humoru to sprawa indywidualna.

wtorek, 4 maja 2010

smava.pl na mecie, zakra.pl na starcie

Dzisiaj odwiedziłem portal smava.pl i trochę jestem w szoku ani jednego projektu pożyczkowego, w który można by zainwestować. Czyżby smava.pl dobijał do końca?
Z drugiej strony jest zakra.pl portal, który dopiero rozpoczyna działalność i podobna sytuacja czyli żadnych ofert pożyczek. Chyba powoli rynek portali pożyczkowych się kurczy. Na rynku zapewne zostaną kokos.pl z jednej strony i finansowo.pl z drugiej.

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Kwiecień? To najgorszy okres na inwestycje...

Kwiecień? To najgorszy okres na inwestycje... Pozostałe to maj, czerwiec, lipiec, sierpień, wrzesień, październik, listopad, grudzień, styczeń, luty, marzec*.
* - parafrazując Marka Twain'a
Innymi słowy trochę przeinwestowałem a ten miesiąc pozwolił mi się przekonać po jak cienkim gruncie stąpam. Od początku roku zrobiłem sporo inwestycji w specjalistyczny sprzęt dzięki, któremu udaje mi się zarobić robiąc różne dodatkowe 'fuchy'. Jednakże mocno przeholowałem a rynek na usługi specjalistyczne okazuje się, że prawie wcale nie istnieje - trzeba samemu prezentować i namawiać klientów a jak się już kogoś uda namówić to płaci za usługę przysłowiowe 'grosze'. Pobrałem sporą pożyczkę z kasy zapomogowo-pożyczkowej (0%) i żeby szybko ją spłacić ustaliłem dosyć wysokie raty (nie lubię jak się za mną jakiś dług ciągnie), zostawiłem sobie tyle ile wg wyliczeń wystarczy mi na stałe opłaty - czynsz, samochód, jedzenie. Liczyłem, że co miesiąc z dodatkowych fuch zawsze coś dorobię, i wszystko szło wg planu, aż do kwietnia. Niestety od początku nagle zebrały się wszystkie sprawy windykacyjne i doszło mi sporo opłat - zwłaszcza zaliczek dla komorników (parę spraw odpuściłem na obecną chwilę) do tego wiadomo rozliczenie podatku (którego jeszcze nie zapłaciłem) - ja niestety muszę dopłacić sporo, choroba znajomego (któremu dałem trochę pieniędzy na leki) plus jeszcze parę nieprzewidzianych wydatków. Pomimo, że jednocześnie mam też sporo zleceń, za które wynagrodzenia mi się strasznie opóźnia (wspomniane fuchy) to niestety w tym miesiącu ledwo mi starczało na paliwo :). Właśnie na ostatnią chwilę dostałem poratowanie czyli parę zleceń opłaconych i pierwsza wpłata dywidendy. Czas w końcu zapłacić zaległy czynsz i rozliczyć podatek. Było gorąco... Teraz już chyba trochę rozumiem ludzi, którzy biorą kolejne pożyczki, chociaż nie mają starych pospłacanych - sam już miałem taką myśl. Także mam nadzieję, że teraz będzie odbicie od dołka :) i mam nauczkę, że inwestycje (które z czasem zaczną przynosić dochód) mogą być bardzo niebezpieczne, kiedy postawimy na nie całą naszą fortunę. Może nie do końca całą bo mam cały portfel akcji na giełdzie ale tak się przyzwyczaiłem do 'moich' spółek, że zacznę je sprzedawać w ostateczności.

piątek, 23 kwietnia 2010

Windykacja cd.

A więc w końcu się doczekałem pierwszej wpłaty!
Niestety nie bardzo rozumiem postępowanie Pani, której pożyczyłem pieniądze - bo okazało się, że ma stały dochód a ja przez długi czas starałem się po prostu w jakiś sposób dogadać i już nawet chciałem odzyskać tylko te pieniądze, które pożyczyłem, bez żadnych odsetek. Obecnie z pożyczki 150zł zrobiło się do spłaty ponad 700zł (tyle mniej więcej różne koszty sądowe i komornicze). Dodając do tego, że dłużniczka zarabia jakąś najniższą krajową to dług będzie mi spłacać przez około 3-4 miesiące - kwota jest automatycznie odciągana z pensji. Nie zdziwię się jeżeli w tym okresie dojdą jakieś kolejne koszty komornicze i się okaże, że spłacając dług małymi kwotami przeciągnie się to być może jeszcze dłużej i na koniec się okaże, że spłata przekroczy nawet 10-krotnie zaciągniętą pożyczkę.
Teraz niestety ta strona gorsza dla inwestora czyli jeżeli komornik nie znajdzie majątku to na dalsze poszukiwania trzeba wykładać naprawdę spore kwoty.
No i na koniec czasami też komornik po prostu rezygnuję z prowadzenia sprawy widząc, że dłużnik nie posiada żadnego majątku. Oczywiście można się odwołać ale to wygeneruję kolejne spory koszty a jeżeli komornik się wycofuję to domyślam się że sprawa raczej wygląda kiepsko. Niestety też mam taki przypadek czyli pożyczyłem 100zł i dodatkowo za windykację, opłaty sądowe i usługi komornicze zapłaciłem ponad 200zł i na koniec komornik piszę, że sprawa zostanie umorzona. Innymi słowy ponad 300zł przepadło. Co prawda wyrok jest prawomocny i za jakiś rok znowu będzie można skierować sprawę do komornika tylko czy to warto być może stracić kolejne 200zł.

czwartek, 22 kwietnia 2010

Smoleńsk - katastrofa (?)

Ostatnio wpadłem w fobię chyba i coraz bardziej mnie wciągają różne teorie na temat katastrofy (jak podają media) w Smoleńsku. Pewnie większość już widziała filmik: 1, 2, 3 i co tu o tym myśleć? Do tego jest coraz więcej nieścisłości - najlepiej chyba referuje wszystko blog zezowaty Zorro, na który pewnie też sporo osób zagląda (tematyka głównie ekonomia). Tutaj różne linki do poszczególnych tematów: Smoleńskie wrota stodoły, Ctrl+Alt+Delete+PL, Analiza danych dźwiękowych filmu YouTube - od czytelnika, Godzina katastrofy Lecha Katyńskiego, Godzina katastrofy Lecha Katyńskiego 2. Najdłuższy i najciekawszy artykuł to Ctrl+Alt+Delete+PL - znajduję się tam sporo wątpliwości odnośnie katastrofy samolotu Prezydenta i artykuł pana Filipa Sakowicza.
Powoli niestety myślę, że dzień 10.04.2010r. pozostanie dla naszego narodu tajemnicą jako, że sprawę wyjaśniają Rosjanie a jak wiemy większość ich własnych spraw nie została wyjaśniona (okręt Kursk, szkoła w Biesłanie itp.).

piątek, 16 kwietnia 2010

Nowy portal SL

Czy jest jeszcze miejsce na nowy portal SL? Niedługo się okaże - zaczęło się odliczanie do powstania nowego portalu: zakra. Sam jestem ciekaw czy wniesie coś nowego ale tym razem raczej nie będę go testował od początku. Jak przetrwa z pół roku i okaże się ciekawy to może wtedy zobaczę.

niedziela, 4 kwietnia 2010

Wrażenia po WZA

Na początek życzę wszystkim zdrowych, wesołych i rodzinnych Świąt Wielkanocnych.

A teraz moje wrażenia po pierwszym Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy, w którym uczestniczyłem. Domyślam się (i z opowiadań innych słyszałem), że większość WZA jest po prostu nudna nikt się nie pyta o co chodzi wszyscy głosują jak większość itd. Akurat mi się udało trafić na takie walne, w którym uczestniczyło parę dociekliwych osób obznajomionych doskonale z prawem i księgowością, którzy na każdym kroku punktowali Zarząd i Radę Nadzorczą Spółki. W sumie już na samym początku wytknęli tak rażące błędy, które powinny zakończyć to walne jednak jak się okazało - obrady toczyły się dalej... Po prostu poddano jego wniosek pod głosowanie, a jak można się domyśleć większość głosów posiadają członkowie Rady Nadzorczej i jeszcze parę osób, które niejako już wszystko z góry zaplanowały. I dalej już w sumie było podobnie kolejne punkty, kolejne uwagi, głosowanie -> punkt przyjęty. Z wszystkich akcjonariuszy przyszło około 20% a większość po to by spędzić czas na pogaduszkach z dawno niewidzianymi znajomymi. Znaleźli się i tacy co przyszli tylko po to by jak najwięcej się najeść, napić a czego nie dadzą rady na miejscu zjeść to zapakować do reklamówek. Część głosowań była tajnych (wszystkie osobowe) i te wyglądały nieco ciekawiej ale i tak przeważająca liczba głosów skupiona w rękach paru osób zawsze dawała wynik pozytywny. I to tyle by było, innymi słowy można się nawet sporo dowiedzieć o spółce jednak żeby własny głos miał jakiekolwiek znaczenie to trzeba być znaczącym udziałowcem.

niedziela, 14 marca 2010

Rynek funduszy

Ostatnio sobie spoglądam na rynek funduszy i widzę, że coraz to nowe wyrastają jak grzyby po deszczu. Najwięcej się pojawia różnych zagranicznych - indyjskie, cyprusowe i inne tam afrykańskie. Coraz bardziej mi się wydaje, że towarzystwa tworzące owe fundusze myślą tylko o zebraniu jak największej kasy w krótkim czasie. Czyli jak się pojawią jakieś wieści, że np. w Rosji gospodarka jest w ekstra kondycji to zaraz się tworzą jakieś fundusze które inwestują w Rosji itd. Obecnie na polskim rynku jest już prawie tyle samo funduszy co akcji notowanych na giełdzie. Pewnie za rok ilość funduszy przewyższy ilość spółek notowanych na giełdzie ale wiadomo im większa konkurencja tym powinno być lepiej dla klienta. Niestety w ostatnim roku coraz więcej towarzystw likwiduje swoje fundusze często tworząc na ich miejsce nowe być może identyczne ale z nową chwytliwą nazwą. Trochę to zabija pierwotną ideę funduszy czyli oszczędzanie długoletnie - odkładanie stałych kwot w równych odstępach czasu - pewnie przez kolejne 5 lat trochę funduszy upadnie a na ich miejsce powstaną nowe. Patrząc wstecz 3 lata temu otwartych funduszy było nawet 4 razy mniej.
Do tego coraz bardziej szerzy się idea funduszy parasolowych. Coraz więcej ludzi traktuje te fundusze podobnie jak akcje czyli jak coś spada to zaraz przenoszą się do innych funduszy, które akurat w tym czasie rosną. Myślę, że taka polityka przynosi całkiem odwrotne efekty. Zamiast kupować jednostki kiedy są tanie i ich cena spada, często się zmienia na taki fundusz, w którym jednostki są drogie i ich cena chwilowo rośnie.
Takie tam moje przemyślenia o funduszach...

wtorek, 9 marca 2010

Biblioteczka inwestora - Błądząc po Wall Street - Dlaczego nie można wygrać z rynkiem

Książka - "Błądząc po Wall Street - Dlaczego nie można wygrać z rynkiem" Burton'a G. Malkiel'a to 'klasyka klasyki'. U nas w kraju co prawda nie jest za bardzo powszechna niewiedzieć czemu ale sporo literatury odnosi się do niej w bibliografii. Autor prof. na Uniwersytecie Princeton oraz członek rad nadzorczych Vanguard Group of Investment Companies formułuje tezę (pewnie znaną większości), że akcje wybierane na podstawie rzutów lotkami do tarczy radzą sobie tak samo jak akcje wybierane przez wyspecjalizowanych fachowców.
W książce zaczynamy od różnych opisów 'baniek mydlanych' od XVI wieku do dzisiejszych czasów. Następnie są opisy jak to robią 'zawodowcy' oraz opisy nowych technik inwestowania i na końcu autor przedstawia praktyczny przewodnik inwestowania. Cała książka jest przezabawnie napisana (nieraz się naprawdę uśmiałem) i szybko się ją czyta. Jeżeli ktoś w niej szuka sposobów na zarobienie pieniędzy na giełdzie to niestety się zawiedzie. Sam autor się śmieje, że wielkie fortuny nie powstały z jakiś metod czy formuł inwestowania tylko z racji przypadku - szczęścia.
Przyznam, że była to moja pierwsza książka, którą przeczytałem o inwestowaniu. Po prostu jakieś 5 lat temu sobie z kolegą pisaliśmy na gg i zaczynaliśmy pierwsze inwestycje na giełdzie i on się pochwalił, że kupił książke "Analiza techniczna rynków technicznych" Murphy'ego i tak mnie naszło, że poszedłem do pierwszej napotkanej biblioteki i tam znalazłem tylko tą książkę o giełdzie. W sumie jestem tej książce bardzo wdzięczny, bo pewnie jako że to była moja pierwsza książka w tej tematyce ugruntowała mnie w tym żeby trzymać się z daleka od różnych metod i sposobów na szybkie zarobki. Pewnie też dzięki tej książce trzymam się z daleka od analizy technicznej, oczywiście z książką "Analiza techniczna rynków technicznych" też się zapoznałem ale nie wywarła na mnie ona żadnego wpływu.
Książka jest wydana 'zwyczajnie' w miękkiej okładce bez wodotrysków, jednak jest to cały czas jedna z moich ulubionych książek i często do niej wracam chociażby czytając sobie zabawne i trafne cytaty na początkach rozdziału. Także polecam ją każdemu, czasami dobrze poczytać sobie książkę, która nam uświadamia, że tak naprawdę niewiele zależy od różnych analiz (czy to technicznych, czy fundamentalnych) i innych cudownych formuł a jedną z najlepszych metod jest inwestowanie 'mechaniczne' - czyli odkładanie w równych odstępach czasu jakiś kwot do funduszu indeksowego (którego w Polsce nie mamy jak narazie :).