Od dawna wiedziałem, że jednym z moich głównych wydatków miesięcznych jest zakup paliwa, który mi zabiera około 1/4 pensji. Cóż najprościej byłoby pewnie zrezygnować z samochodu jak nie całkowicie to częściowo - podobno dobrze wpływa na zdrowie :-) ale jako że jestem jednych z tych, którzy już nie mogą żyć bez samochodu i nawet jeden dzień, gdy samochód stoi na warsztacie jest dniem straconym, postanowiłem szukać oszczędności w inny sposób. Postanowiłem założyć instalację gazową, chociaż wcześniej byłem bardzo sceptycznie nastawiony. Do tego większość znajomych przekonywała, żeby lepiej kwotę przeznaczoną na instalację (oraz pieniądze ze sprzedaży samochodu) przeznaczyć na oszczędny samochód z silnikiem diesla. Jednak jako, że na razie z samochodem nie mam żadnych kłopotów to żal mi go sprzedawać. Porobiłem sobie jakieś badania kompresji żeby się upewnić ze z silnikiem jest wszystko w porządku i założyłem instalację gazową. Narazie jestem zadowolony ale muszę przyznać, że spodziewałem się dużo większych oszczędności i szybkiego zwrotu inwestycji. Oczywiście gaz jest o połowę tańszy i spalanie wychodzi podobnie jak spalanie benzyny. Dokonując obliczeń powinno wyjść, że wydatki są o połowę mniejsze. Na różnych stronach są też kalkulatory liczące oszczędności i szybkość zwrotu inwestycji. Jednak jak to w rzeczywistości bywa nie zawsze jest tak kolorowo. Jako, że głównie używam samochodu do jazdy po mieście i na niezbyt długich odcinkach to niestety trzeba doliczyć, że każdy rozruch jest dokonywany na benzynie. Do tego im zimniej się robi tym później samochód przełącza się na gaz. W zimę pewnie trzeba się będzie liczyć z tym ze spalanie gazu i benzyny będzie w proporcjach 50%/50%.
Mimo wszystko myślę, że się opłacało i miesięczne wydatki spadły nieco. Teraz tylko auto musi wytrzymać przynajmniej rok czasu, żeby mówić o rzeczywistym zysku :).